Aktorska droga Krystyny Bachusz

B.W.
-W Strefie Uzdolnionych gościmy dziś Krystynę Bachusz z Trzebienia. Proszę opowiedzieć nam o sobie.

Krystyna Bachusz:
-Wcześniej mieszkałam w Parkoszowie, to moja rodzinna wieś, a tutaj mieszkam już 23 lata. Przez 41 lat pracowałam w miejscowej szkole podstawowej i przedszkolu. Od roku jestem na emeryturze.

B.W.
- O czym Pani marzy?

K.B.
- Od dawna miałam wiele marzeń, ale nie mogłam ich spełnić, ponieważ pomagałam rodzicom w gospodarstwie, później była praca, dzieci, studia, tak że nie było czasu na nic. Jednak w 2014 roku nadarzyła się okazja aby się zaprezentować szerszej publiczności. Pani Jasia Kraczkowska – bibliotekarka z Trzebienia,  zaproponowała mi rolę w kabarecie. Na początku mocno się wahałam, czy podołam, ale jak spróbowałam to przyznam, że przypadło mi to do gustu. W tej pierwszej roli mówiłam gwarą i dobrze się z tym czułam, to było jakby skrojone dla mnie. Im częściej występowałam, tym bardziej się wprawiałam. Na początku była trema, wiadomo, ale dobry odbiór publiczności rozwiał moje wątpliwości.

B.W.
- Rozmawiamy dziś w Strefie Uzdolnionych dlatego, że także Pani może poszczycić się talentem – aktorskim. Który zawsze był gdzieś w środku, a tylko okoliczności sprawiły, że pojawiła się okazja do jego zaprezentowania.  Proszę powiedzieć, jak Pani wykorzystuje swoje aktorskie umiejętności?

K.B.
- Przez wybuch pandemii nasze kabaretowe próby niestety musiały zostać przerwane, dlatego poszukałam sobie castingu – najpierw w Bolesławcu, a potem we Wrocławiu.

B.W.
- A skąd w ogóle pomysł na casting do serialu?

K.B.
- Zobaczyłam w telewizji mojego ucznia w serialu „Dlaczego ja?” i pomyślałam sobie, a czemuż by nie spróbować. Najwyżej nie zadzwonią i tyle. Pojechałam, zagrałam i czekałam rok. Myślałam, ze nic już z tego nie będzie, a tu nagle telefon.

B.W.
-Jak wygląda taki casting?

K.B.
- Dostałam rolę, którą musiałam zagrać. Wcieliłam się w matkę dziewczyny, którą podrywa sąsiad. Ja już tego nie mogłam wytrzymać, zdenerwowałam się, uderzyłam go mocno. On się przewrócił i uderzył głową o kamień. Nie zostałam aresztowana, bo zakwalifikowano to jako nieszczęśliwy wypadek – taką mi wymyślili historię do zagrania. Po wszystkim kazali czekać, no to czekałam.
Za pół roku poszłam na inny casting i chciało mi się śmiać, bo dostałam to samo do zagrania. Oni chyba mają jakieś schematy.  Potem po nim dostałam propozycję do serialu „Trudne sprawy”.
W nim grała ze mną profesjonalna aktorka. Tam była niesamowita atmosfera, zgrany zespół , bardzo mi się tam podobało.

B.W.
- A jak to wyglądało? Zadzwonił telefon i co dalej?

K.B.
- Zadzwonił telefon i padło pytanie: Pani Krystyna Bachusz? Taak. Mamy dla Pani propozycję, czy chciałaby Pani zagrać rolę Bożenki w „Trudnych sprawach? - Oczywiście - powiedziałam. Bardzo proszę, aby przygotowała Pani swoje suknie, tuniki, spodnie, proszę je sfotografować i przesłać nam zdjęcia. Ja wtedy powiem, w których Pani będzie grała. Potem dostałam od nich scenariusz, którego musiałam się nauczyć. Było tego naprawdę dużo, ale reżyser wymagał aby mówić dokładnie to, co napisane. Mimo tego, ze to była dla mnie wspaniała przygoda, praca aktora nie należy do łatwych.

B.W.
- Jak długo trwała nauka tekstów do tych filmów?

K.B.
- Powiem szczerze, że ja się bardzo szybko uczę i naprawdę długo mi to zostaje w pamięci.

B.W.
- Czy udało się gdzieś jeszcze zagrać?

K.B.
- Tak, w tym samym roku wystąpiłam w serialu „Na ratunek – 112”.

B.W.
- A jaką rolę Pani najbardziej zapamiętała?

K.B.
- W jednym z filmów grałam matkę dziewczyny, która udawała przed rodzicami, że ma chłopaka – poprosiła o to swojego sąsiada. Podczas wspólnej kolacji z rodzicami okazuje się, że podtruwamy się kotletami, w których była gałka muszkatołowa. Ja nawet później zobaczyłam, że sama mam w domu tą gałkę, chociaż jej nigdy nie używałam. To był w sumie krótki film, ale było ciekawie. Na planie nas amatorów bardzo fajnie traktowali, była wspaniała atmosfera.

B.W.
- Czy to już koniec? Czy coś jeszcze Pani planuje?

K.B.
- A poniosło mnie jeszcze do Warszawy na casting do „Ukrytej prawdy” . Dali mi rolę „Czerwonego kapturka”, dwóch kumoszek, które obgadują koleżankę. Dostałam propozycję zagrania kobiety z Koła Gospodyń Wiejskich, ale do nagrań musiałabym być cały tydzień w Warszawie, a na to nie mogłam sobie pozwolić. Nie mogę nie wspomnieć także o odcinku „Dlaczego ja?” w którym wcieliłam się w rolę matki dwóch córek, okropnie kłócących się o testament. Było bardzo ciekawie.

B.W.

- Jakie trudności napotkała Pani na swojej drodze aktorskiej?

K.B.

- Czasami były jakieś takie dziwne zdania w scenariuszu, takie że kompletnie nie chciały wejść do głowy, wtedy reżyser pozwolił na to, aby to zagrać własnymi słowami. Na szczęście nikt nie robił z tego problemów. Oni przecież i tak to potem montują, to trochę trwa.  Nie wszystko, co nagramy będzie potem umieszczone w serialu.

B.W.
- Wiem, że mimo emerytury jest Pani dość zajętą osobą?

K.B.
- Tak, dlatego, że pomagam dzieciom. Jeżdżę i pilnuję córce młodsze dziecko. Cały czas jestem z dziećmi i uczestniczę w ich wychowaniu.

B.W.
- Czy na liście marzeń jeszcze coś zostało do zrealizowania?

K.B.
- Ja zapomniałam powiedzieć wcześniej, że kocham podróżować i właśnie z tym związane są moje następne marzenia. Marzą mi się jeszcze inne kraje i mam nadzieję, że tam pojadę. Mam w sobie niespożytą energię i staram się ją wykorzystać.

B.W.
- Dziękuję za rozmowę i życzę fajnej, ciekawej roli w filmie i tych wspaniałych podróży.

K.B.
- Cieszę się z tego, co udało się już zrealizować, jeżeli coś się jeszcze nadarzy – będę szczęśliwa.

Z Krystyną Bachusz rozmawiała Beata Widera.

Z Panią Krystyną rozmawiał także mieszkaniec Trzebienia - Stanisław Graczyk. Poniżej publikujemy jego refleksje.

   Chciałbym w moim materiale do przedstawić i opisać emerytowaną od roku nauczycielkę mgr Krystynę Bachusz. Przepracowała w szkole i przedszkolu razem 41 lat. Zdecydowała się na ten zawód bo bardzo lubiła i lubi dzieci. Jest mężatką i matką dwóch córek: Sylwii i Eweliny, które mają już swoje rodziny. Mimo, iż jest na emeryturze ciągle jest wśród dzieci – teraz wnuków.
    Od 2014 roku działała czynnie w Kabarecie „Retro” w Trzebieniu pod kierunkiem Janiny Kraczkowskiej, która była jego założycielką i pisała scenariusze. Razem z Krystyną Bachusz i Janiną Kraczkowską występowali: Lucyna Oleksiak, Władysława Bożęcka, śp. Zbigniew Bożęcki i Bogusław Weiss. Występowali nie tylko w Gminie Bolesławiec, ale także poza jej granicami (w Ławszowej i Lipinkach). Prezentowali ciekawe, zabawne teksty, co spotykało się z bardzo dobrym odbiorem publiczności. Sam bywałem na tych występach i potwierdzam, że naprawdę było wesoło. Kabaret działał 7 lat, jego działalność jest na razie zawieszona, do czego niestety przyczyniła się pandemia.
     Największym marzeniem z lat młodości Krystyny Bachusz było granie w filmach. Postanowiła je spełnić, dlatego pojechała na casting i po roku została zaproszona do zagrania w trzech filmach: „Trudne sprawy” – odc.1034, „Na ratunek 112” – odc.682 i „Dlaczego ja?” – odc. 1175.
Udziela się również społecznie w Spółdzielni Mieszkaniowej w Trzebieniu – jest członkiem Zarządu. Jest zawsze chętna do pomocy i często pomaga innym.

Stanisław Graczyk

 

 

Prev