Gminny Ośrodek Kultury i Sportu w Bolesławcu

Dzisiaj jest niedziela, 17 listopada 2019 roku

Biuletyn Informacji Publicznej

Biuletyn Informacji Publicznej

Kontakt

Gminny Ośrodek Kultury i Sportu

Kruszyn, ul. Kasztanowa 1B
59-700 Bolesławiec

tel. 75 732 14 77

Polecamy

POZDROWIENIA Z KOLONII I TURNUS

17 lipca 2012

           Każda kolonia jest inna, każda jest specyficzna i wyjątkowa. Tegoroczny pierwszy turnus bolesławieckiego składu przeskoczył jednak wszystko. A zaczęło się tak niewinnie...
            1 lipca o 8:00 spotkaliśmy się wszyscy, niecierpliwie czekając na nadchodzące novum. Sam wyjazd niemal punktualnie i po niespełna 10 godzinach powitało nas miejsce docelowe – Jarosławiec – i Ośrodek Wczasowo - Kolonijny „Marysieńka”. Chwila zamieszania i każdy z uczestników wiedział pod czyje skrzydła trafił, a wychowawcy rozpoczęli liczenie swoich podopiecznych z pięciominutowymi odstępami. Zakwaterowanie, pokojowe roszady, regulaminy i już byliśmy gotowi na nową przygodę.

            Kolejny dzień minął pod zwiadowczym sztandarem. Musieliśmy dokładnie zbadać „zdobyte” terytorium. Powitała nas słoneczna plaża i wyjątkowo zimne morze oraz przepełnione różnościami miasto. Dla kolonistów dzień ten był testem „granic możliwości” swoich wychowawców, o czym oni oczywiście nie wiedzieli. Na zakończenie odbyła się nieśmiała jeszcze dyskoteka – przecież był to dopiero początek.

            Atrakcje dwu następnych dni zapewniło nam organizatorskie Biuro Podróży POLTUR. Podzieleni na dwie grupy wyruszyliśmy – jak się wydawało – na wycieczkę do Słowińskiego Parku Narodowego. Wartym odnotowania pozostaje fakt, że obie grupy zapoznały się z innymi atrakcjami. I tak – pierwsza tura zdobywała górskie szczyty nad morzem, druga zwiedziła Stolicę Domków w Kratkę. Elementem spajającym wycieczki były dwie barwne postacie: Pan Kierowca i Pani Przewodniczka, dzięki którym wyjazd ten pozostanie na długo w naszej pamięci i to nie tylko przez fakt zawracania na ziemniaczanych polach.
            Mówiąc o wycieczkach należy wspomnieć o jeszcze dwóch odbywających się w kolejnych dniach. Na jedną – tym razem pieszą – udaliśmy się nieopodal Jarosławca, gdzie nad jeziorem żeglarze - ratownicy uczyli nas zawiązywania węzłów oraz ratowania tonących. Każda z grup miała też okazję przepłynąć się żaglówką, którą w łatwy sposób można było rozbujać, doprowadzając wychowawcę do paniki.

            Na kolejną wycieczkę wybraliśmy się do Darłówka – już z Panem Kierowcą z POLTURU – jednak główną atrakcją tego dnia był rejs statkiem. Zaopatrzona w tabletki na chorobą morską kadra już na brzegu wiedziała – ku uciesze swoich podopiecznych – że zdecydowanie lepiej czuje się na lądzie. Po godzinnym rejsie mieliśmy czas na zakupy, zwiedzanie czy uspokojenie swoich żołądków, które w starciu ze wzburzonym morzem nie miały większych szans.

            Na nudę nie mieliśmy zbyt wiele czasu. Kadra starała się zapełniać każdą wolną chwilę. I tak: odbyło się remisowe starcie blondynów z brunetami, dzięki „Randce w ciemno” powstały nowe, kolonijne pary, mogące przysięgać sobie dozgonną miłość na kolonijnych ślubach, „Świrobieg” i zwiad umacniały powstające przyjaźnie, a Miss i Mister olśniewali urodą i elokwencją. Rodziły się nowe talenty i gwiazdy modowych wybiegów. Wszyscy bawiliśmy się na dyskotekach oraz pluskaliśmy się – o pływaniu nawet „skróconą żabką” mowy być nie mogło – w basenie na terenie naszego ośrodka. Nie możemy też zapomnieć chrztu kolonijnego, który zarówno uczestników, jak i zdecydowaną większość kadry przyjął do wielkiej, kolonijnej rodziny.

            Mimo sążnej ilości przyjemnych rzeczy zdarzały się też nagany, upomnienia czy kary – i tu najpopularniejsza – zbieranie szyszek. Wprowadzony został także taryfikator karny za używanie wulgaryzmów, ze specjalną dedykacją dla grupy najstarszych chłopców, którym nawet pompki nie straszne.

            Tegoroczna kolonia to jednak nie tylko wycieczki, zabawy, wypady do miasta czy na plażę. To także szkoła cierpliwości i nasza osobista próba tolerancji – w tym przypadku do romskiej mniejszości etnicznej. Wydaje mi się, że ocenę za ową szkołę powinniśmy wystawić sobie sami, w zgodzie z własnym sumieniem.

            Z całych dwóch tygodni niewątpliwie zapamiętamy i wspomnimy Pana Ratownika Krzysia, nazywanego żartobliwie HELPEM Morskim, nieocenioną postać Pani Pielęgniarki, której już samo wspomnienie uzdrawiało, zapach tostów rozprzestrzeniający się na całym drugim piętrze i automat ze słodyczami i niekwestionowanym liderem – Łamiszczękami.

            Wróciliśmy wypoczęci, z głowami pełnymi pomysłów, niezapomnianymi wspomnieniami i nowymi znajomościami, w pełnej gotowości do dalszego podboju lata. Oby zawiązane przyjaźnie i kolonijne miłości przetrwały jak najdłużej! A kadra? Cóż, mimo wszystkich sytuacji, które nie zdarzają się na co dzień, zbiera siły i tęskni, dziękując wszystkim i każdemu z osobna.

                                                                                                

                                                                                    Marta Tomczyk  

                                                                     

           Więcej zdjęć dostępnych jest w galerii: Kolonie letnie Gminy Bolesławiec - Jarosławiec I turnus.

[ wróć ]